BYSTRZYCA KŁODZKA - Jego kolekcja liczy 650 tysięcy etykiet
(Inf. wł.). Trochę kupić, trochę znaleźć, a przede wszystkim spotkać się i porozmawiać - z takim nastawieniem Romuald Waniurski przyszedł na 17. Ogólnopolską Giełdę Filumenistyczną w Bystrzycy Kłodzkiej. Etykiety zapałczane zbiera od lat 60., ma ich około 650 tysięcy, a za jednym z najciekawszych nabytków w jego kolekcji kryje się historia znaleziska dokonanego podczas remontu.

W sobotę, 3 bm. Muzeum Filumenistyczne ponownie stało się miejscem spotkania kolekcjonerów z różnych części kraju. Tegoroczna giełda zgromadziła około 20 osób, dla których wydarzenie jest nie tylko okazją do kupna i wymiany etykiet czy opakowań zapałczanych, ale również do spotkania znajomych dzielących tę samą pasję.


– Ci, którzy tutaj bywają, są ze sobą w kontakcie przez cały rok. Dogadują się i wymieniają, a tutaj przyjeżdżają już z konkretnymi egzemplarzami – mówi kustoszka Muzeum Filumenistycznego Małgorzata Jaworska i dodaje: Jedni zbierają etykiety polskie, inni zagraniczne, są też osoby specjalizujące się w określonych motywach, na przykład pojazdach. Czasami dla jednego brakującego egzemplarza kolekcjonerzy kupują całe zbiory.

Romuald Waniurski wie o tym doskonale. Etykiety kolekcjonuje od lat 60., a jego zbiór liczy obecnie około 650 tys. różnych egzemplarzy z całego świata. Sam wykonuje dla nich klasery z czarnego kartonu, wykleja je i opisuje. Przy takiej liczbie eksponatów, jak przyznaje, najważniejsze jest to, by później móc szybko odnaleźć konkretną etykietę.
Jedna z najbardziej niezwykłych historii związanych z jego kolekcją ma swój początek właśnie w Bystrzycy Kłodzkiej. Jak opowiada nam filumenista, podczas remontu stropu w należącym niegdyś do Społem hotelu pod deskami znaleziono 12 pudełek po zapałkach pochodzących z XIX wieku. Znalezisko zawiózł do profesora Mroczkowskiego z Warszawy, specjalizującego się w starszych zbiorach.
W zamian R. Waniurski otrzymał około 15 tys. współczesnych etykiet fińskich. – Zrobiłem dobry interes, bo sam starej kolekcji już bym nie zbudował, a profesor rezygnował ze współczesnych na rzecz starych – wspomina. Jak opowiada, po śmierci profesora jego spadkobiercy sprzedali zgromadzoną przez niego kolekcję starych etykiet za około 400 tys. zł.
Kolekcjoner posiada również pudełko zapałek z Austrii sprzed niemal 200 lat. Dziś jednak zdobywanie nieznanych mu etykiet jest coraz trudniejsze. Na pytanie, czy nadal znajduje egzemplarze, których nie ma w swoich zbiorach, odpowiada: Bardzo rzadko. Zwraca uwagę, że produkcja zapałek w Europie znacznie się skurczyła, a wiele działających kiedyś fabryk zniknęło z rynku.
Jak widać, w Bystrzycy Kłodzkiej, gdzie przez lata działała fabryka zapałek, kolekcjonerskie perełki potrafią po latach pojawić się w najmniej oczekiwanych miejscach. Kustoszka M. Jaworska wspomina także o etykietach odnajdywanych na strychach w domach osób związanych niegdyś z zakładem. Część takich zbiorów ponownie trafia później między kolekcjonerów.

Wymiana jest zatem tylko jednym z powodów, dla których filumeniści przyjeżdżają do Bystrzycy. – Trochę kupić, trochę znaleźć, trochę pogadać. To cenne towarzysko – podsumowuje R. Waniurski.
(bp)
Fot. DKL24.pl + Muzeum Filumenistyczne






